• Wpisów:10
  • Średnio co: 153 dni
  • Ostatni wpis:4 lata temu, 15:35
  • Licznik odwiedzin:2 219 / 1690 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
"Nie wytrzymam tu dłużej! Po prostu nie wytrzymam... I do tego mama wyjeżdża... Genialnie po prostu. Zwariuję do reszty... Nie chcę siedzieć tu sama... pomóż mi..."
2 lipca 2012



Co to było?! Serce zaczęło mi bić w nienaturalnie szybkim tempie. Chwilę stałam nasłuchując. W jednej chwili rzuciłam się do drzwi i próbowałam je otworzyć. Zamknięte. Zegar!- uświadomiłam sobie - nie, niemożliwe... -Zaczęłam uderzać w drzwi z całych sił.
- Pomocy! Ratunku! Alex! - krzyczałam tak długo dopóki nie zachrypło mi gardło. Dlaczego nie przyszedł? Przecież krzyczałam... Darłam się na całego... Osunęłam się na podłogę, opierając się plecami o drzwi. Podkuliłam nogi. Telefon zostawiłam w kuchni. Mama wraca wieczorem. Zaczęłam nerwowo skubać skórkę przy paznokciu. Nie wiem ile już tu siedzę, ale tu jest za ciemno - myślałam i poczułam podmuch lodowatego wiatru. Tu? W zamkniętej komódce pod schodami wiatr? Heh, mój mózg płata mi figle. Dobra, trzeba się czymś zająć żeby nie zwariować. Zaczęłam pleść sobie warkocza. Zabawa włosami zawsze mi pomagała się odstresować. Skończyłam. Co teraz? - zastanawiałam się dalej. Wtem usłyszałam coś czego nie chcielibyście słyszeć w takich okolicznościach. Gdzieś z głębi pomieszczenia wydobywał się dźwięk... Skrobania paznokciami o ścianę, ale to nie było takie zwykłe skrobanie jak to robią myszy. To był długi, nie przerywany dźwięk, który się zbliżał. Poczułam jak strach zaczyna mnie paraliżować, nie mogłam się ruszyć, bałam się krzyknąć. Usłyszałam kroki. Ciężkie, prawie szurające kroki. Zamarłam. Co. To. Jest? Moje serce wyrabiało normę stukania dzięcioła. To było coraz bliżej. Przysunęłam bliżej nogi i skierowałam głowę w dół, chowając twarz w dłoniach. To się nie dzieję, za dużo filmów - myślę. Po chwili nie słyszałam już nic. Dźwięki ustały. Cisza. Lekko poddenerwowana schowałam głębiej głowę.
- I tak cię widzę. - usłyszałam cichy szept przy lewym uchu. Na chwilę moje serce wstrzymało akcję. Oblał mnie zimny pot. - Pobawimy się? - zmienił się ton... Mała dziewczynka? To nie wróży nic dobrego.. Zaczęłam krzyczeć i uderzać z całej siły w drzwi. Czułam tylko jak wbijają mi się drzazgi w ręce, nie zwracałam uwagi na ból. Nagle się otworzyły. Wpadłam na Al'a.
- Mała, co się stało? - pyta blady jak ściana. Przytulił mnie mocno. - Uspokój się, chodź do pokoju. - Powiedział i ruszyliśmy po schodach. Usiadłam w kącie przy kominku. Po dłuższej namowie opowiedziałam wszystko i się rozpłakałam. Wyciągałam nerwowo drzazgi. Nadal czułam ten chłód. Zapewnił, że nie pozwoli żeby coś mi się stało.
Skierowaliśmy rozmowę na inne tory.
- To co, malujemy? - spytał po dłuższej chwili z uśmiechem. O cholera, farby!
- Nie wzięłam farb - mówię przerażona, ja tam już nie wejdę. Nie ma opcji.
- Pójdziemy razem - powiedział i puścił mi oko. - Ja wejdę, a ty czatuj żeby mnie tam nie zatrzasnęło.
Wstał, otrzepał się i podał rękę w zachęcającym geście. Opierałam się chwilę, ale jemu się nie odmawia. Na dole drzwi były nadal przymknięte. Alex wszedł i po ułamku sekundy wyszedł z farbami
- Zaczynamy zabawę - powiedział z uśmiechem.

Pomalowaliśmy trzy ściany i sufit. Przy okazji zdążyłam "niechcący" chlapnąć na niego farbą, a on mnie nią wysmarował po twarzy i rękach. Niezła zabawa.
- Przerwa - zarządził mój przyjaciel i usiadł bezwiednie na parapecie. - Ale mnie ręce bolą - stwierdził oglądając je. - Dlaczego ty sobie wybrałaś taki duży pokój? - zaśmiał się.
- Żebyś miał pytanie - odpowiedziałam z uśmiechem. - Jesteś głodny?
- No pewnie, umieram z głodu - położył sobie rękę na brzuchu.
- To chodź, zamówimy coś. - powiedziałam, myśląc o jakiejś chińszczyźnie.

Po godzinie siedzieliśmy już w salonie i pałaszowaliśmy nasz obiad. Rozmowa dotyczyła głównie szkoły.
- Jak tam było? - pyta zaciekawiony Alex.
- Gdzie?
- No w twojej byłej szkole.
W mojej szkole? Było wspaniale, pełno znajomych, przyjaciele... Wypady na miasto, całe godziny przegadane na skype. Piżama party, nieprzespane noce, paplanie o chłopakach i plotkowanie. Wspólne przymierzanie biżuterii, ciuchów i chodzenie do fryzjera. A oni nawet nie zadzwonili...
- Szkoła jak szkoła - odpowiadam po namyśle - Sprawdziany, kartkówki, błaganie o lepsze oceny na semestr. Przypały klasowe. Szkoła jak szkoła - powtórzyłam. - A twoja?
- U nas w klasie jest więcej chłopaków. Małe kawały na lekcjach i odpały na przerwach pomogło nam się zżyć przez ten rok. Szkoła jest naprawdę fajna. Mam nadzieję, że ci się tam spodoba. - powiedział z uśmiechem. No tak! Będę z nim chodzić do szkoły!
Posprzątaliśmy po naszym posiłku napiliśmy się coli i ruszyliśmy pełni zapału do dalszych renowacji pokoju.
 

 
"Dobra, zaczynam się bać... Co się dzieje w tym domu? Nie rozumiem.... I te telefony... Kim była ta dziewczyna? Oto jest pytanie, spróbuję odpowiedzieć na nie...."
2 lipca 2012



Rozglądam się z parapetu. Kiedy bardzo wytężę wzrok, mogę zauważyć płaski dach domu Alex'a. Moglibyśmy wysyłać sobie znaki świetlne w nocy, a nie marnować pieniądze na SMS'y. Muszę mu o tym powiedzieć. Wydrukujemy po alfabecie Morse'a. Zaśmiałam się na myśl, że będziemy paradować z latarkami w nocy.
Nie jadłam śniadania, więc poszłam do kuchni i zrobiłam sobie dwie kanapki z Nutellą. Mmmmm! pychota! Dawno nie jadłam czegoś tak dobrego. Zjadłam na kanapie na przeciwko kominka. Cały czas patrzyłam na zdjęcie, nie mogąc się pogodzić z tym, że taty nie ma... Chociaż minęło już 9 lat nadal się czuję jakby zaraz miał wejść do salonu, zacząć mnie łaskotać, przewiesić przez ramię i wziąć mnie nad jezioro. Goniliśmy razem żaby, jedliśmy maliny i wylegiwaliśmy się na trawie słuchając ptaków.
Podskoczyłam na dźwięk pukania do drzwi, poszłam otworzyć.
Alex stał przed drzwiami i bawił się breloczkiem od telefonu. Spojrzał na mnie tymi swoimi niebieskimi oczami, nie mogę się napatrzeć.
-Cześć. Wejdź -mówię z uśmiechem i robię dla niego miejsce.
- Hej - odpowiada i przytula mnie na powitanie. Kiedy wszedł, zamknęłam za nim drzwi i ruszyłam do kuchni.
- Chcesz coś do picia? - zapytałam otwierając lodówkę. - Mamy colę, sok pomarańczowy i sprite'a.
- Colę - odpowiada z uśmiechem i siada na krześle. Wrzuciłam parę kostek lodu Al'owi i sobie do szklanki i usiadłam na przeciwko niego.
- To co dzisiaj musimy zrobić? - pyta sącząc colę.
- Pomalować ściany i sufit - powiedziała moja mama wchodząc do pomieszczenia.
- Dzień dobry - powitał ją radośnie mój towarzysz. Mama puściła do mnie oko. Co to miało znaczyć? Mama uważa, że z nim flirtuję? Może chce nas zeswatać. Nie wiem o czym rozmawiali przy stole bez nas. No, nie ważne.
-Gdzie są farby? - spytałam się jej i dopiłam colę.
- Są w składziku pod schodami - powiedziała z uśmiechem - wyjeżdżam do miasta na zakupy. Potrzebujesz czegoś? - spytała na wyjściu z kuchni.
Zastanowiłam się- materaca, wazonu, firan, karniszy, zasłon, latarki... kosmetyki..
- Nie - powiedziałam - następnym razem pojadę z tobą i wtedy coś sobie kupię - wymyśliłam. Ciekawe czy jak wróci to wykorzysta na mnie te swoje dziennikarskie sztuczki żeby wyciągnąć co robiliśmy. Na szczęście udało mi się trochę uodpornić. Na razie mama ma urlop, ale jak to ona powiedziała - trzeba trenować i udoskonalać nasze umiejętności żeby nie wyjść z wprawy - ale wolałabym żeby nie odbywało się to moim kosztem.
Kiedy mama wyszła wzięłam butelkę czarnego, gazowanego napoju do mojego pokoju razem ze szklankami. Alex poszedł za mną.
- Co mam robić kapitanie? - zapytał udając, że salutuje. Daleko mu do załogi jakiegokolwiek obiektu pływającego.
- Usuń wszystkie rupiecie z pokładu, majtku - zaśmiałam się.
- Aj aj, kapitanie - powiedział to głosem Jim'a Hawkins'a z "Planety skarbów" i zaczął wszystko wynosić na brzegi korytarza, a ja ruszyłam po farby. W rogu ściany, gdzie zaczynał się schowek stał stary, ogromny i strasznie ciężki zegar z wahadłem. Już nie działał, zero tykania, nic. Wiecie ile zajęło mi czasu przesunięcie go? Multum, ale mniejsza. Kiedy dostałam się do drzwiczek malutkiego pomieszczenia pod schodami dotarło do mnie, że potrzeba pewnego magicznego przedmiotu, aby je otworzyć - nie, nie różdżki, pudło, klucza - zgadłeś! Ech. Kimm mówiła, że gdzie są wszystkie klucze? Zaraz, zaraz... Ostatnia szuflada w kuchni! Bingo!
Pobiegłam szybko do kuchni. Zacięła się. ŚWIETNIE, wiecie dlaczego UWIELBIAM stare meble? Bo się zacinają, no przecież.
Po paru dosyć mocnych szarpnięciach w końcu się otworzyła. Okey, jak może wyglądać klucz od schowka? Zaczęłam oglądać wszystkie po kolei. Nie wiem ile to mi zajęło.
- Czego szukasz? - podskoczyłam na dźwięk głosu Al'a.
- Nie słyszałam jak przeszedłeś - mówię łapiąc się za klatkę piersiową - chcesz żebym zeszła na zawał? - zapytałam z lekkim uśmiechem.
- Przepraszam - powiedział słodko - już wszystko wyniosłem, co teraz?
- Musimy znaleźć klucz od schowka. - powiedziałam patrząc w szufladę.
Chwilę się zastanowił i wyciągnął całą szufladę z szafki i ruszył w kierunku zegara. Nie miałam wyjścia więc poszłam za nim. Zaczęliśmy dopasowywać wszystkie klucze jakie mieliśmy. To było nudne, ale przynajmniej miałam chwilę żeby w spokoju posiedzieć obok blondyna.
- Kim chcesz zostać w przyszłości? - spytałam go po krótkiej ciszy podczas rozmowy.
- Modelem - zaśmiał się - ale myślałem o psychologu dziecięcym - poprawił się i uśmiechnął się. - A ty?
- Muzykiem. Chciałabym grać w jakimś zespole albo śpiewać na uroczystościach - wypaliłam od razu. Tata mi zawsze powtarzał, że będę w tym najlepsza, że będę kimś wielkim, tylko muszę chcieć i włożyć w to trochę pracy.
- Czuję, że będziesz najsławniejszym muzykiem na świecie. - powiedział po dłuższym zastanowieniu. Pewnie sobie przypomniał jak mu zagrałam na instrumentach.
- Znalazłem! - wykrzyknął przekręcając klucz. - to ten - powiedział z dumą pokazując go chwilę po wyciągnięciu.
- W końcu - mówię ze śmiechem, do sprawdzenia zostało nam jeszcze trzy, więc i tak to był sukces, że nie ostatni. Mój "majtek" poszedł do góry się napić, a ja wślizgnęłam się pod schody. Wiem jak to brzmi, ale nie czekajcie na list ze szkoły albo znikające szyby. Nie te klimaty. Włącznik światła nie działał, czego mogłam się spodziewać. Przeszukałam trochę pudła, kiedy poczułam coś miękkiego na ramieniu. PAJĄK?! Strzepnęłam to szybko i zaczęłam się drzeć w niebogłosy. Takich pisków nigdy nie usłyszycie... nigdy... Co gorsza zatrzasnęły się za mną drzwi. Zawsze muszę się w coś wplątać.
Słyszę hałas! Co to? O nie...nie, nie, nie!
 

 
„Tam było nieziemsko! Już wiem o jakich cudach mówił Alex. Nie miałam pojęcia, że takie widoki można zobaczyć bez przeróbek zdjęć. Skoro mowa o Al’u to… wow *.*”
1 lipca 2012



Lekko się zarumieniłam, mam nadzieję, że nie było tego widać. Z szerokim uśmiechem słuchałam opowieści Alex’a o gwiazdozbiorach i pojedynczych świecących punktach. Nie miałam pojęcia, że tyle ich tu jest. Każda była inna, a za razem taka sama. Tak długo leżeliśmy na górze, że w końcu Kimm zaczęła się martwić i rozpoczęły się poszukiwania.
- Tu jesteście. Wszędzie was szukałam. Aiko jedziemy do domu, jest już późno.
- Nie możemy jeszcze chwilę?- błagałam.
- Naprawdę jest już późno. Chodź, spotkacie się jutro.- powiedziała z tym swoim przekonującym uśmiechem. No właśnie! Jutro zaczynam remont pokoju! W końcu.
- Ale jutro zaczynam remont, nie będę miała czasu. – mówię trochę podchwytliwie, może Al zaoferuje mi pomoc – a co z tym się wiąże, towarzystwo.
- Mogę wpaść jeśli nie masz nic przeciwko. – powiedział słodko. – W sumie i tak plany na wakacje zaczynają mi się za pół miesiąca.
- Na pewno? Zrozumiem jeżeli wolisz posiedzieć w domu. – rzuciłam. W duchu modliłam się, żeby powtórzył to jeszcze raz.
- Jasne. Przynajmniej będę mógł się tobie popsocić. – powiedział puszczając mi oko.
- No w porządku. Do jutra! – powiedziałam i go przytuliłam. Zeszłam po schodach – naprawdę były strome – a już w następnym momencie ubierałam buty i kurtkę i żegnałam się z jego rodziną. Kiedy wyjeżdżaliśmy mój przyjaciel nadal leżał na dachu.
Wróciłyśmy. Od razu ściągnęłam buty i rzuciłam kurkę na szafkę. Ruszyłam szybkim krokiem na górę. Gdy zamknęłam drzwi cicho zapiszczałam. Nie mogłam w to uwierzyć. On powiedział mi komplement! Usiadłam na parapecie i myślałam o wieczorze. Ciekawe, o której wpadnie jutro. Może ustawię sobie budzik na 90. Przynajmniej zdążę wziąć prysznic. Kiedy wyciągnęłam telefon z kieszeni zaczął mi wibrować. Ktoś dzwonił. Spojrzałam kto z myślą, że może Alex chce mi życzyć dobrej nocy. Wyświetlił się znany już mi numer. Przez niego prawie wpadłam pod tira. Odebrałam z napięciem. Usłyszałam bardzo wysoki pisk kilkunastu – chyba – osób, pełno szumów i jeden głęboki dziewczęcy głos – wynoś się stąd. Zamarłam.
- Kto mówi? – spytałam oblana zimnym potem.
- Masz stąd zniknąć, bo inaczej twój koniec nastanie szybciej niż powiesz „przyjaciel” – powiedziała tak lodowatym tonem, że dostałam gęsiej skórki. Nagle karton z moimi rupieciami zaczął się przesuwać po pokoju… SAM! Mój karton w moim pokoju zaczął się poruszać sam… w moim kierunku. Zaskoczyłam z parapetu. Gdybym zrobiłabym to sekundę później pewnie wypadłabym przez okno. Podniosłam słuchawkę i udało mi się usłyszeć jakieś niezrozumiałe szumy i rozmówca się wyłączył.
Siedziałam jeszcze jakąś chwilę na podłodze. Dopiero po jakimś czasie zdałam sobie sprawę, że moja twarz jest mokra od łez. O co tu chodzi? – pytałam sama siebie. To tylko sen, zły sen… - uspokajałam się w myślach. To jest niemożliwe. Może coś zjadłam co teraz mi szkodzi albo przez stres z powodu przeprowadzki lub Al’a. – głośno myślę.
Nagle zadzwonił telefon. Przestraszyłam się i chwilę się opierałam żeby do niego podejść – leżał prawie półtora metra ode mnie. Weź się w garść! – rozkazałam sobie i go odebrałam.
- Tak? – głos mi się załamał kiedy usłyszałam szumy w słuchawce.
- Hej Aiko – to był Alex. Zaraz się lepiej poczułam. – Coś się stało? – zapytał się lekko zmartwiony.
- Nie, nic. – odpowiadam siląc się na spokój. – o której jutro będziesz?
- Koło 110 – stwierdził – wiesz? Do teraz leżę na dachu. – powiedział rozmarzony. – Szkoda, że nie mogłaś zostać. Dopiero teraz widać je wszystkie w całej okazałości.
- No, szkoda…. A ty idź już spać, bo się ciebie jutro nie doczekam – zaśmiałam się do słuchawki – już! – ponagliłam. – Będziesz chory.
- E tam, damy radę - powiedział słodko. – Chciałem powiedzieć tylko dobranoc i kolorowych snów.
Zarumieniłam się, bo to było słodkie. Dobranoc? Przyda się…
- Nawzajem i do jutra – powiedziałam płynnie.
- Do jutra – powtórzył i się rozłączył, a ja postanowiłam spać w ubraniach.
Następnego dnia obudził mnie budzik. Kiedy się już wystarczająco ocuciłam poczułam bardzo silne szczypanie na prawej ręce. Usiadłam i podwinęłam rękaw. To co zobaczyłam… nie mogłam opanować krzyku. Na ręce, drukowanymi, wielkimi literami miałam wycięty napis. Brzmiał mniej, więcej tak - va-t'en avec vous – co oznacza „wynoś się stąd”. Wpatrywałam się w niego przez parę minut. JAK to się stało?! To jest niemożliwe! – myślałam i z niedowierzaniem przejechałam po ranie ręką. Po chwili moja dłoń i prawie cała ręka była dosłownie upaprana krwią… Moją krwią. Przypomniała mi się wczorajsza akcja z telefonem. Przeszły mnie dreszcze. Co. Tu. Się. Dzieje? Może inaczej. Co. Ja. Tu. Robię? Tak, pełno pytań żadnych odpowiedzi. To bardzo „charakterystyczne” dla mojej osoby. Po dłuższym zastanowieniu wstałam i ruszyłam do łazienki.
Wzięłam gorący prysznic. Rana cholernie szczypała. Próbowałam ją odkazić mydłem, bo nie mamy apteczki. Po chwili straszliwej męki udało mi się to zrobić. Kiedy wyszłam przed lustro spostrzegłam jakie to jest naprawdę wielkie. Jak ja to wytłumaczę mamie? – pomyślałam zrozpaczona przyglądając się dokładnie. Zauważyłam, że ma charakterystyczne zawijasy kończące litery. Stałam tak chwile. Rozległo się pukanie do drzwi.
- Tak? – pytam wchodząc z powrotem pod prysznic.
- Pośpiesz się trochę jest wpół do jedenastej. – powiedziała i zeszła na dół.
Już? W sensie teraz? No dobra. – pomyślałam. Wytarłam się, pomalowałam i wyszłam po ubrania. Założyłam stare przetarte i dziurawe rurki i jakiś tam T-shirt. Powynosiłam wszystko na hol przy moich drzwiach i usiadłam w moim miejscu z nogami kołysanymi przez wiatr.
 

 
"Rodzina Alexa jest świetna! Wszyscy mnie polubili, a jego babcia świetnie gotuje. Będę tu wpadać częściej. To znaczy... jeśli mnie zaproszą..."
1 lipca 2012

Poczułam czyjąś dłoń na ramieniu. To Alex. Usiadł zaraz obok mnie i objął ręką, delikatnie jeżdżąc palcami po ręce. Siedzieliśmy chwilę w ciszy. Nagle do pokoju wparowała Kimmiko.
- Aiko! Wołam cię i woła.... - szybko ucichła. Stanęła jak wryta i nie bardzo wiedziała co ma powiedzieć. - przepraszam - zamruczała pod nosem lekko zdezorientowana.
- W porządku - powiedziałam podciągając nosem. - O co chodzi?
- Chciałam ci powiedzieć, że dzwonił pan Muller. - poinformowała. Alex siedział napięty. Nasłuchiwał.
- Tak? Co chciał? - spytałam ciekawa.
- Zaprasza nas na kolację, dzisiaj. Mamy być na 210. - powiedziała uśmiechnęła się do mnie i wyszła.
Siedzieliśmy chwilę w ciszy. Al pocałował mnie w policzek.
- Już w porządku? - szepnął mi do ucha.
- Lepiej, dzięki. - powiedziałam i spojrzałam na zegarek. ÓSMA?! JAK TO ÓSMA?! Podskoczyłam i szybko wstałam.
- Już ósma. - powiedziałam zdezorientowana. - Jak to możliwe? - spytałam.
- To co? Mamy jeszcze chwilę. - powiedział i zaczął próbować grać na fortepianie.
- Zaczekasz? Muszę się przebrać. Będę za 40 minut. - powiedziałam i pobiegłam do pokoju. Poszukałam ulubionych czarnych rurek, białej bokserki i niebieskiej koszuli w kratkę. Poszłam do łazienki. Szybki prysznic, ubrałam się pomalowałam. Eyeliner na powiece i rzęsy potraktowałam tuszem. Pierwszy raz wyszedł mi taki efekt jaki chciałam. Umyłam zęby, rozczesałam włosy i wmasowałam balsam na ustach. Wróciłam do pokoju i poukładałam ubrania na łóżku. Spojrzałam na stojące lustro w rogu. Nie wyglądałam tak źle. Wzięłam szpilki koloru indygo i zeszłam na dół. Oczywiście założyłam je po zejściu po schodach. Weszłam do pokoju muzycznego. Alex bawił się dalej fortepianem.
- I jak? - spytałam i stanęłam w pozie godnej modelki.
- Ślicznie. - wymamrotał nie odrywając ode mnie wzroku.
- Jestem już gotowa - krzyknęłam do mamy.
- Zbieramy się. - powiedziała w odpowiedzi. - Pojedziemy samochodem. - dodała.
- Okey. - odparłam. - Chodź. - powiedziałam do Al'a i ruszyłam w stronę wieszaka.
- Dziecko, zabijesz się w nich! - powiedziała moja mama patrząc na moje nogi.
- To przynajmniej umrę w pięknych butach. - odparłam uśmiechając się. - To tylko droga do samochodu i z powrotem. - powiedziałam i zdjęłam z wieszaka skórzaną kurtkę, po czym ją założyłam.
- No dobrze. Chodźmy, bo się spóźnimy. - pogoniła nas Kimm i zamknęła za nami drzwi na klucz. Zaczęło się ściemniać. Ta droga była po prostu niesamowita w świetle zachodzącego słońca. Łąki przecudnie mieniły się na pomarańczowo. Staw w oddali błyszczał królewską, złotą barwą, a my wpatrzeni w okno w ciszy pędziliśmy drogą.
Dojechaliśmy. Przed nami stał piętrowy dom z czerwonej cegły. Koło niego stała płacząca wierzba, której witki delikatnie bujały się na wietrze. Złotopomarańczowa tarcza słoneczna zaczynała chować się za linią horyzontu. Wysiedliśmy, a piękny, ciemny chodnik poprowadził nas do drzwi. Mama zapukała.
- Chwileczkę! - zawołał ktoś ze środka. Usłyszeliśmy szybkie zbieganie po schodach i naciśnięcie klamki. Otworzył nam chłopiec mniej więcej mojego wzrostu o ciemnych włosach i jasnej karnacji. Jego duże brązowe oczy wpatrywały się we mnie przez ułamek sekundy, a usta uśmiechnęły się szeroko.
- Uuu, to ta twoja Aiko, tak? Teraz już wiem czemu na okrągło o niej gadasz. - zaśmiał się. Al zrobił się czerwony.
- Idź do siebie Alan. - warknął zdenerwowany.
- Bo co mi zrobisz? - przekomarzał się.
- Alan, wpuść naszych gości. - powiedział ktoś delikatnym, ciepłym głosem. Jego babcia była niską, chudą osobą o pięknych niebieskich oczach - już wiem po kim odziedziczył je Alex. Zaprosiła nas do środka i zaprowadziła do dużej jadalni. Stał tam duży dębowy stół z kilkunastoma krzesłami do kompletu. Po prawej stronie od wejścia stał kredens z zastawą i porcelanowymi figurkami. Po lewej stronie była narożna kanapa. Stół był już nakryty. Oświetlały go srebrne świeczniki. Potrawy były najprzeróżniejsze od bigosu przez sałatki do pieczonego kurczaka. Wszystko wyglądało bardzo apetycznie.
- No siadajcie - zachęcała pani Stefcia - nie gryziemy. - zaśmiała się. Weszłam do pomieszczenia i stanęłam na środku zastanawiając się, gdzie usiąść.
- Tylko połykamy w całości. - zamruczał mi do ucha stojący z tyłu Alex. Odsunął mi krzesło i usiadł obok mnie.
- Smacznego, częstujcie się. - powiedział pan Andrzej. Wszyscy siedzieliśmy przy stole - pani Stefania, pan Andrzej, Pan Tomek, Alan, Miko, Alex, Kimm i ja. Wesoło się rozmawiało przy jedzeniu, żarty, kawały, historie z dzieciństwa. Dowiedziałam się, że kiedy pan A. był małym chłopcem to z bratem lubili podkradać jeżyny sąsiadowi, który nie lubił dzieci. Kiedyś gonił ich z miotłą, a przeskakując za nimi przez płot zawiesił się o spodnie na jednym z metalowych prętów i wyzywał na cały głos, a kiedy przynieśli mu skrzynkę, żeby mógł wstać tak się wzruszył, że pozwolił im jeść te owoce. Później pan Tomek opowiadał jak Miko udawał, że miska do prania to ocean,a on był kapitanem piratów i pływał w niej całymi dniami. Kiedy zjedliśmy rodzice wysłali nas do pokojów, bo jak to oni mówią "nie musicie słuchać", więc poszliśmy na piętro.
Ściany na górze były pomalowane na kolor kawy z mlekiem. Po środku jednej z nich był namalowany czarną farbą olbrzymi znak celtycki, ślicznie to wyglądało. Jego pokój był dosyć duży. Kremowe ściany z czerwonymi akcentami na jednej z nich. Bardzo pasowały do nich zasłony przy oknie. Całkiem przytulnie. Usiedliśmy na łóżku i rozmawialiśmy.
- Pokazać Ci coś? - zapytał w pewnym momencie z tym swoim uroczym uśmiechem
- Co takiego? - spytałam delikatnie przechylając głowę.
- Zamknij oczy i nie podglądaj - powiedział i wziął mnie za rękę. Zrobiłam jak powiedział. Szliśmy cały cas prosto i skręciliśmy w prawo. Alex wziął mnie na ręce.
- Co ty robisz? - spytałam chcąc otworzyć oczy.
- Zabiłabyś się idąc tędy sama - powiedział i weszliśmy schodami na górę.
Postawił mnie na jakiejś powierzchni. Trochę zawiało, staliśmy na dworze. Chwilę się pokrzątał w okół mnie.
- Możesz już otworzyć - szepnął mi do ucha. Kiedy otworzyłam oczy ukazał mi się przepiękny obraz przed oczami. Niebo usłane tysiącami pięknych, migających gwiazd. Spojrzałam na podłogę. Cała była poprzykrywana poduszkami i kołdrami.
- To dla ciebie - powiedział z uśmiechem i zachęcił mnie żebym się położyła obok niego. Przykrył mnie kołdrą i w ciszy wpatrywaliśmy się w gwiazdy. Po kilku minutach się odezwał.
- Widzisz te gwiazdy? - pyta pokazując na najjaśniejszą grupę gwiazd.
- Tak - odpowiadam wpatrując się w nie.
- Są prawie tak piękne jak ty.
 

 
"Alex się zdziwił widząc te instrumenty i mikrofon. Poprosił, żebym mu coś zagrała w przerwie na każdym instrumencie. Nie wiem co mam zrobić. W sumie to nie wiem nawet co zagrać."
1 lipca 2012

Obudziło mnie głośne stukanie do pokoju. Usiadłam, przeciągnęłam się i mnie olśniło. Alex! Poprawiłam bluzkę i zaczęłam robić warkocza.
- Proszę! - zawołałam. Wszedł mój dzisiejszy towarzysz. Miał na sobie bluzkę z zespołem Queen - czarną i bojówki moro za kolana, które dobrze prezentowały się z czarnymi vansami.
- Ho! Ho! Ale trafiłem! - powiedział melodyjnym głosem i usiadł na łóżku. - Śpiąca królewno jest już w pół do jedenastej.
- Serio?! - spojrzałam na zegarek. Rzeczywiście była 10:30. - Daj mi pół godziny. - powiedziałam i wyskoczyłam z łóżka. Złapałam torbę z ubraniami i pobiegłam do łazienki. Weszłam pod prysznic, który zajął mi jakieś 10 min. Ubrałam się i spojrzałam na lustro. Całe było zaparowane, ale najdziwniejszy był napis "zjeżdżaj stąd". Przestraszyłam się i wybiegłam jak najszybciej. W mgnieniu oka wylądowałam wtulona w Al'a. Co z tego, że byłam niepomalowana i miałam na sobie nieogarnięte ciuchy. Trzęsłam się jak osika kurczowo wczepiając się w T-shirt Alexa.
- Mała, co się stało? - spytał zdziwiony moim zachowaniem. - Już dobrze, uspokój się. - powiedział przytulając mnie mocno i głaszcząc po głowie. - Co się stało? - usiedliśmy. Przemilczałam. Weźmie mnie za wariatkę! Tego bym nie zniosła. Muszę tam wrócić i skończyć się ogarniać, ale... nie chcę sama.
- Chciałabym ci coś powiedzieć... - zaczęłam niepewnie. Rozpoczęłam, nie ma odwrotu. Chłopak objął mnie delikatnie, zachęcał do dalszego opowiadania, ale nie werbalnie, więc wzięłam oddech i...
- Coś dziwnego dzieje się ze mną i moim otoczeniem. - powiedziałam zaciskając oczy, jednym tchem.
- To znaczy? - wyraźnie go to zaciekawiło. Siedziałam napięta jak struna. Głęboki wdech i jazda.
- Od wczoraj zaczęły dziać się dziwne rzeczy, ale tylko ja to zauważam. Za pierwszym razem zatrzasnęły się za mną drzwi do pokoju, a jak wróciłam z kuchni to były zamknięte na klucz, a on sam leżał na ziemi. Drugi raz to był ten telefon, trzeci coś zaczęło mnie ściskać w rękę i zostawiło ślad, ale jak Kimiko weszła to ból ustał, a za czwartym...
- Jaki ślad? - spytał nie dowierzając. Podciągnęłam rękaw i pokazałam siniak. Zarys czarnej dłoni na mojej ręce.
- Widzisz? - zapytałam powoli zakryłam go. Siedzieliśmy w chwili ciszy.
- Mówiłaś o tym..
- Nie, ma się nie dowiedzieć. - przerwałam. - Zostaje to między tobą, a mną. Rozumiemy się? - zaapelowałam jasno i dobitnie patrząc mu w oczy.
- Dobra, ale jeżeli będzie się coś działo poważniejszego to to zgłoszę.
- Okey, ale mam pytanie... - zaczęłam.
- Tak?
- Poszedłbyś ze mną do łazienki? Muszę ogarnąć włosy i się pomalować... a na lustrze pojawił się napis i... nie chcę tam siedzieć sama. - przebrnęłam. Uff! było ciężko.
- Dobrze, to chodźmy. - powiedział i złapał mnie za rękę.
Weszliśmy do łazienki, zobaczył napis. Podszedł i zamazał go ręką, a potem ręcznikiem.
- Już, zaczynaj. - powiedział z uśmiecham siadając na kancie wanny. Spokojnie zabrałam się do pracy. Umyłam twarz, znowu umyłam zęby, zaczęłam się malować. Właśnie chowałam tusz, gdy otworzyły się i zatrzasnęły z hukiem drzwiczki do prysznica. Odskoczyłam w stronę wanny, a Alex udawał, że wszystko jest okey, tyle że wiedziałam, że było inaczej. Wyszczotkowałam włosy i wyszłam z nim.
- Teraz mi już wierzysz? - spytałam poirytowana.
- Tak... - powiedział. - Przepraszam, że nie uwierzyłem od razu. - powiedział spuszczając wzrok.
- Też bym nie uwierzyła, nie przejmuj się. - powiedziałam kładąc mu rękę na ramieniu. - Chodźmy, robota czeka.
- Będę pierwszy! - powiedział i zaczął biec.
- Ej! To nie fair! - zaśmiałam się i pobiegłam za nim.
Na dworze było przyjemnie ciepło. Ciężarówka już stała, a mama kończyła podpisywać jakieś papiery. Kiedy skończyła spojrzała na nas i powiedziała:
- Udało ci się ją obudzić, brawo! - zaszczebiotała radośnie. - Pokój muzyczny będzie drugim od schodów. Zacznijcie nosić pudła. Al się na mnie spojrzał jakby nie wiedział o co chodzi. Zabraliśmy się do pracy.
- O co chodzi z tym pokojem? - spytał zaciekawiony.
- Powiem Ci jak zacznę je rozpakowywać. - powiedziałam tajemniczo.
Po półtora godzinie skończyliśmy, więc podeszłam do pierwszego i wyciągnęłam z niego piękną, czarną gitarę z niebieskimi akcentami - prezent od taty na 7 urodziny, ostatni...
- To moja gitara. Mam ją 9 lat, dostałam w prezencie od taty na urodziny. Nazywa się Angel. - przedstawiłam i podałam ją koledze. Kiedy on się jej przyglądał i próbował brzdękać, ja wyciągnęłam statyw na nią i postawiłam w rogu pokoju. Wzięłam gitarę, postawiłam na stojaku i przykryłam płachtą. Zabrałam się za rozpakowywanie następnych pudeł. Pełno książek i kartek z nutami, stroiki, jakieś dyplomy, mikrofon ze statywem, słuchawki do nagrań, a na końcu perkusja. Kiedy spojrzałam na Al'a mimowolnie zaczęłam się śmiać. Miał tak komiczną minę patrząc na moją kolekcję, że trudno byłoby ją opisać, serio.
- Co to jest? - spytał ogłupiały.
- Moje instrumenty. Jeszcze fortepian czeka w tirze, ale przyniosą go na końcu panowie, bo to ciężki kawał złomu. - powiedziałam wzruszając ramionami.
- Naprawdę umiesz na tym wszystkim grać? - powiedział patrząc we mnie jakby mu się duch prapradziadka objawił.
- No tak. - powiedziałam udając jakby to było normalne, jakby każdy potrafił.
Spojrzał się na mikrofon, a potem na mnie.
- Tak, śpiewam. - wyprzedziłam jego pytanie. Uśmiechnęłam się radośnie.
- Zagrasz mi coś? Proszę! - błagał. Zrobił słodką minkę. - Proszę, proszę, proszę! - ułożył ręce w proszącym geście, a ja udawałam, że się zastanawiam. Padł na kolana - Kobieto, dla byle czego nie klękam na zakurzoną podłogę!
- Dobra, zagram, ale nie teraz. Jak rozłożymy to wszystko i nastroję gitarę i perkusję, może być? - spytałam rozbawiona.
- Oczywiście. Dzięki! - powiedział wstał i pocałował mnie w policzek. - Do pracy rodacy!- powiedział i zaczął układać książki i kartki alfabetycznie. Wzięłam się za czyszczenie i składanie oraz strojenie perkusji. Rozstawiłam mikrofon i parę razy uderzyłam w werbel i centralę. Jest dobrze, pomyślałam. Teraz tylko fortepian i koniec. Pobiegłam do mamy - Mogą wnosić! - powiedziałam głośno. Chwilę później to czarne jak noc cudo stało na środku pokoju. Alex nie mógł się napatrzeć.
- Zagrasz? - mówił rozglądając się dookoła.
- Najpierw je przedstawię. - Podeszłam do gitary- To, jak już wiesz, jest Angel. Dostałam na siódme urodziny. - podeszłam do perkusji. - To Anabell albo As zależy jak kto woli. Dostałam na dziesiąte urodziny. - teraz mikrofon - Denis, na trzynaste i w końcu - położyłam rękę na fortepianie - Lilly, w tamtym roku.
- Miło mi! Jestem Alex, mama dostała mnie na dwudzieste pierwsze urodziny. - powiedział kłaniając się. - Zagrasz już?
- Dobra, co pierwsze? - spytałam
- Od najstarszego leć. - powiedział i się wyszczerzył. Podeszłam do Angel i zaczęłam grać utwór Lonely day zespołu System Of A Down, a potem Romans Adama Walickiego. Bez słowa ruszyłam do As'a, na którym zagrałam AC/DC- back in black i highway to hell. Do Denis zaśpiewałam Hope- Who am I to stay i Beyonce- Halo, a na Lilly zagrałam ulubiony utwór mojego taty- sonatę księżycową. Kiedy skończyłam po prostu schyliłam głowę i łzy popłynęły mi same.
  • awatar Aiko ♥: @gość: Emmm... Raczej nie. Ale dzięki za propozycje ;D
  • awatar Gość: masz talent może się kiedyś spotkamy ?
  • awatar Gość: no no Angel zostan pisarka bo dobrze Ci idzie pisanie :* a rozdzialy sa znakomite !
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
"Za niedługo będę miała remont i mój pokój będzie po prostu genialny. Muszę tylko kogoś do pomocy. Chyba już wiem, kogo poproszę..."
3o czerwca 2012

Zapatrzona siedziałam na parapecie patrząc na cuda natury dookoła domu. Tu lasy, tam łąki. Dopatrzyłam się również stawu na zachód od domu Alex'a. Przepięknie błyszczał, jakby zachęcał do odpoczywania przy brzegu. Straciłam rachubę czasu. Nagle z dołu usłyszałam donośne pukanie do drzwi kołatką. Założyłam sweterek.
- Ja otworzę! - krzyknęłam dosłownie zjeżdżając po poręczy. Kiedy doszłam do drzwi stanęłam, ogarnęłam włosy i podciągnęłam spodnie. Otwieram drzwi.
- Dzień dobry. Pizza. Będzie 35 zł.
- Dzień dobry, dzięki. - Wzięłam pizzę i położyłam na komodzie stojącej obok. - Reszty nie trzeba. - Powiedziałam z uśmiechem i dałam mu 40 zł. Kiwnął głową po czym poszedł do samochodu. Poszłam do kuchni i położyłam gorący karton z naszym obiadem. Wyciągnęłam talerze i zaczęłam nakładać po dwa kawałki pizzy. Położyłam je na tacę zaraz obok sosów i noży do smarowania. Wzięłam wszystko i poszłam do salonu. Był to bardzo obszerny pokój z rozsuwanymi oknami od podłogi do sufitu. Na podłodze były położone panele w ciemnym odcieniu. W kącie stał kominek. Trochę większy od tego u mnie. Mama poustawiała już na nim figurkę aniołka, którego dostała ode mnie na zeszłą gwiazdkę i zdjęcia, jedno moje jak pozuję z gitarą, a drugie z moją mamą, tatą i mną. Miałam w tedy 7 lat. Tęsknię za nim. Pomyśleć, że to dzięki niemu zainteresowałam się muzyką... Gra na gitarze, pianinie i perkusji, śpiew i taniec. Wszystko dzięki niemu. Kiedy zobaczyłam to zdjęcie łezka w oku mi się zakręciła. Tacę zostawiłam na stoliku do kawy i usidłam na kanapie na przeciwko kominka.
- Tacie by tu się spodobało... - powiedziałam, głos mi się załamał.
- Na pewno by mu się spodobało. - przytaknęła. Widać było, że brakuje jej go tak samo jak mnie.
- Kiedy przyjadą moje instrumenty? - spytałam.
- Powinny dojechać jutro razem z meblami. Mogłabyś poprosić żeby twój kolega wpadł nam pomóc? One są ciężkie, a widać, że trochę siły ma. - rozwinęła temat. Znowu padło na Al'a. Wzdrygnęłam się.
- Dobra, zadzwonię do niego wieczorem. - Powiedziałam. - Jedzmy, bo nam ostygnie.
Wzięłam pierwszy kęs do buzi. Tak dobrej pizzy jeszcze nie jadłam. Siedziałyśmy w ciszy i jadłyśmy. Wstała mama.
- Idę po sok. Przynieść ci też? - zapytała wychodząc.
- Możesz mi trochę przynieść. - powiedziałam głośno. Odstawiłam talerz i usiadłam wygodnie na kanapie po turecku. Na fotelu obok leżała jakaś gazetka o wystrojach wnętrz. Kimm już coś kombinowała. Te zestawienia były całkiem niezłe, ale jak już wspomniałam, łazienka ma zostać taka jaka jest. Poprzedni właściciele mieli niezły gust. W tym momencie okropnie zaczęła mnie boleć ręka. Jakby wpadła między imadło. Kiedy mama weszła do pokoju momentalnie ustało. Jak ręką odjął. Udawałam, że nic się nie stało i napiłam się soku. Zjadłam i poszłam na górę do siebie, zamknęłam za sobą drzwi. Poszłam na moje ulubione miejsce i podwinęłam rękaw. Ból czułam trochę nad łokciem. W tym miejscu było widać czerwony ślad, jakby rzeczywiście coś mnie ściskało. Tylko, że to nie był zwykły ślad... To był odcisk dłoni. Przestraszona ukryłam go z powrotem pod czarnym rękawem. Co tu się dzieje?- spytałam sama siebie w myślach. Na pewno mam zwidy czy coś- uspokajałam się. Wstałam i spojrzałam na zegarek. Już w pół do ósmej? - zdziwiłam się. Podeszłam do sterty kartonów, pudeł i torb. Wyciągnęłam prześcieradło kołdrę i dwie poduszki, i rzuciłam je na łóżko. Pościeliłam je i położyłam się na nim. Było strasznie niewygodne, ale dzisiaj będę musiała przeboleć, od jutra zaczynam remont. Poszukałam kosmetyki, ręczniki i piżamy, poszłam do łazienki.
W łazience było chłodniej niż w reszcie domu. W sumie to dobrze, wiem już gdzie mam się zaszyć w najbardziej dokuczliwe upały. Zmyłam makijaż przed lustrem i weszłam pod prysznic. Zimna woda to było to, czego mi było trzeba. Stałam tam chyba z 30 minut zanim zaczęłam się namydlać. Umyłam włosy i twarz. Wyszłam, owinęłam się ręcznikiem i stanęłam przed zlewem. Wyciągnęłam szczoteczkę i szorowałam zęby 4 minuty. Higiena jamy ustnej przede wszystkim. Rozczesałam włosy i nałożyłam trochę pianki, żeby loki były bardziej efektywne. Ubrałam się w piżamy i wyszłam.
Kiedy weszłam okno się zatrzasnęło i łóżko było przesunięte pod okno. Moje rupiecie były porozwalane po całym pomieszczeniu. Nie wiedziałam o co tu konkretnie chodzi. Jutro wszystko opowiem Alex'owi. Może mi pomoże? - pomyślałam i położyłam się do łóżka.
Kiedy w idealnej ciszy patrzyłam w gwiazdy zaczął wibrować mój telefon. Podskoczyłam i spojrzałam. "Masz 1 wiadomość" - wyświetlał napis. Wcisnęłam "otwórz" i wyskoczyła treść owego SMS'a.

"Hej! Tu Twój Alex
Chciałbym Ci życzyć słodkich snów oraz spokojnej nocy.
Dobranoc ;D"

Uśmiechnęłam się do telefonu. Jednak napisał! Czyli mnie polubił! - zachwycałam się. Od razu wzięłam się do pisania odpowiedzi.

"Cześć. Nawzajem
Chciałam się jeszcze zapytać czy nie chciałbyś wpaść
do mnie jutro i pomóc w moim remoncie i noszeniu mebli.
Są dosyć ciężkie. Jeśli tak to napisz, o której będziesz.
Ciężarówka będzie o 10."

Wysłałam. Prawie natychmiast dostałam odpowiedź. Która brzmiała tak:

"Jasne, że pomogę. Będę chwilę po 10. Teraz
leć spać, bo jutro będziemy ostro pracować. ;D
Dobranoc "

Napisałam zwykłe "dobranoc " i odłożyłam telefon. Kiedy zasypiałam miałam przed oczami obraz mojego pokoju muzycznego i mnie przy pianinie grającą ulubiony utwór mojego taty: "sonatę księżycową".
 

 
"Ta okolica jest piękna! Kocham to miejsce. Myślę, że dobrze, że mama jednak mnie przekonała do przeprowadzki. I jeszcze Alex... Jest naprawdę fajny. Cieszę się, że go poznałam. Przynajmniej nie będę siedzieć całe wakacje przed komputerem."
30 czerwca 2012

Szliśmy drogą miedzy łąkami. Było ciepło, no dobra GORĄCO. Z pomocą przybywał nam podmuch wiatru. Ptaki rozkosznie śpiewały w takt szumu drzew. Nie prowadziliśmy rozmowy. Myślę, że Alex wyczuł, że chcę się rozejrzeć i bacznie się mi przyglądał, co zauważyłam dopiero później. Uśmiech nie schodził z jego ani moich ust.
- Chyba ci się tu spodobało - trafnie zauważył. - A to jeszcze nic. Kiedyś pokażę ci prawdziwe cuda. - powiedział tajemniczo się uśmiechając.
- Tu jest cudownie. Cieszę się, że tu mieszkam. - powiedziałam patrząc mu się w oczy.
- Tylko dlatego? - spytał. Powoli zaczął zmniejszać między nami odległość.
- Zastanowię się. - powiedziałam nie spuszczając wzroku. Byliśmy już na tyle blisko, że czułam jego oddech. Pachniał słodką miętą. Położyłam ręce na jego karku i... założyłam mu szybko kaptur. Zaczęłam się śmiać.
- Ej! Ja tu chciałem odegrać romantyka i zacząć łaskotać, a ty mi wyjeżdżasz z kapturem? - pyta próbując powstrzymać śmiech. - W dodatku zniszczyłaś mi fryzurę, już nie jestem taki przystojny. Poskarżę się babci. - dodał udając, że fryzura go obchodzi. Podeszłam i zaczęłam układać mu włosy.
- Chyba jest podobnie. - powiedziałam. Wyciągnęłam telefon. - No popatrz!
Wziął, obejrzał się i stwierdził, że jestem prawie perfekcyjną fryzjerką i mogę u niego pracować. Oczywiście widziałabym go codziennie, ale w sumie musiałabym być na każde zawołanie. Ach! ta niewdzięczna praca.
Doszliśmy do skrzyżowania, gdzie była już asfaltówka, a po jej drugiej stronie chodnik. Droga bardzo mało uczęszczana. Widać po braku jakichkolwiek zniszczeń, żadnych dziur ani łat. Szliśmy może piętnaście minut. Rozmawialiśmy o wszystkim. Dowiedziałam się, że ma psa rasy husky wabiącego się Axel (zdrobniale Ax), ale i tak wszyscy wołają go Alojzy. Ax ma półtora roku i kryształowo niebieskie oczy. Uwielbia się bawić i raczej nie jest agresywny. Al - czasami tak nazywam Alexa- powiedział, że mieszka z babcią, dziadkiem, stryjem i dwoma kuzynami. Mają na imię Alan i Miko, odpowiednio 13 i 14 lat. Mają pokój zaraz przy jego pokoju, co go strasznie irytuje, bo są to dzieci bardzo energiczne- jak on to opisał. Słucha różnorodnej muzyki, ale najbardziej przypadł mu do gustu rock i metal. Zauważyłam to po dzwonku- psychosocial zespołu slipknot. Gawędziliśmy tak jeszcze chwilę, aż ukazał się nam budynek sklepu. Kupiliśmy to co musieliśmy i spacerkiem wracaliśmy tą samą drogą.
W momencie przejścia przez skrzyżowanie usłyszałam piosenkę 3 days grace- I hate everything about you... zaraz, to mój dzwonek! Zatrzymałam się i spojrzałam w telefon. Numer był dziwny i nienaturalny. Zaczynał i kończył się na dwójce. Stałam i patrzyłam ogłupiała w telefon. Nagle usłyszałam trąbnięcie z prawej strony i pisk hamowania opon. Zaraz po tym było głośne huknięcie. Chwilę później leżałam już na łące obok Alexa. Był wyraźnie przestraszony i zrobił się blady.
- Nic ci nie jest? - spytał patrząc badawczo na mnie. Usiadł i zaczął mnie oglądać, czy nic sobie nie zrobiłam
- Chyba wszystko w porządku. A tobie? - spytałam oglądając go dokładnie. - Boli cię coś?
- Brak jakiegokolwiek uszczerbku na zdrowiu - powiedział siląc się na dowcip. - Ale... o co chodziło z tym na drodze? - mówił pomagając mi wstać. - Krzyczałem do ciebie, ale mnie olałaś i to perfidnie. Przestraszyłem się i podbiegłem. Co się stało? - pytał opiekuńczo, odgarnął mi włosy z policzka. - Naprawdę się przestraszyłem. - powiedział i mocno mnie przytulił. Odwzajemniłam.
- Ktoś do mnie zadzwonił, więc się zatrzymałam i spojrzałam kto. Numer był mi nieznany, lepiej, nigdy wcześniej nie widziałam takiej dziwnej kombinacji. Nie wiedziałam co mam robić i już chciałam odebrać kiedy wylądowałam w środku trawy. - Powiedziałam i się uśmiechnęłam. - Mógłbyś zerknąć?
Wyciągnęłam telefon i podałam Al'owi. Spostrzegłam, że się wzdrygnął, ale zaraz opanował.
- Nie znam go, ale rzeczywiście dziwny. - Powiedział. - Chodźmy już, nie chcę narobić sobie problemów u twojej mamy. - zmienił temat. - Wezmę to, pewnie jest ciężkie. - Podszedł i założył mój plecak. Nie protestowałam, bo przyznaję się, był strasznie niewygodny.
Jakimś sposobem doczłapaliśmy się do bramy naszej posiadłości. Stanęłam do niej tyłem i wyciągnęłam rękę po plecak.
- Dzięki, że mi pomogłeś. - powiedziałam lekko się rumieniąc.
- Drobnostka. Tak sobie myślałem, czy nie chciałabyś do mnie jutro wpaść po obiedzie. Poznałabyś trochę rodzinkę i przy okazji pieska. - powiedział spuszczając wzrok.
- Tym pieskiem to mnie przekonałeś. - Powiedziałam i już chciałam się odwrócić kiedy złapał mnie za nadgarstek.
- Dałabyś mi swój numer? - uśmiechnął się szeroko. Gdyby nie to, miałabym dylemat, ale od razu wzięłam jego telefon i zapisałam się jako "A!ko ;*".
- Napiszę wieczorem. - powiedział chowając go w kieszeni. Przytuliłam go i poszłam w stronę domu.
Moja mama siedziała w oknie w kuchni i kiedy weszłam od razu rozpoczęła wywiad. Właśnie, nie wiem czy wam wspomniałam, moja mama jest dziennikarką.
- Co porabialiście? - spytała. Oczy jej się błyszczały.
- Byliśmy w sklepie i się potknęłam po czym wylądowałam w trawie. - musiałam jakoś wytłumaczyć trawę we włosach. Nie chciałam jej martwić.
- To dlaczego on też był cały na zielono? - ciągnęła dalej.
- Bo jak mi pomagał wstać to przeważył go mój plecak. - odpowiedziałam śmiejąc się trochę, żeby pomyślała, że sobie przypomniałam.
- No dobrze, dawaj zakupy. Kupiłaś wszystko? - temat się urwał. Wypakowałam wszystko z mojego "bagażu".
- Co na obiad? Głodna się zrobiłam. - Usiadłam przy kuchennym stole.
- Zamawiamy coś albo robimy smażony makaron. - powiedziała.
Obie spojrzałyśmy się na siebie.
- Pizza - obie zawołałyśmy w tym samym momencie i parsknęłyśmy śmiechem.
- Zaraz zadzwonię - powiedziała i wyjęła kartkę z najbliższej pizzerii.
- Będę u siebie - zawołałam i poszłam na górę.
W pokoju wszystkie pudła leżały w rogu. Pewnie mama ogarnęła- mruknęłam pod nosem. Usiadłam na parapecie i patrzyłam w stronę wzgórza, które pokazał mi Alex. Do zobaczenia- wyszeptałam.
  • awatar Aiko ♥: @Moje Niebezpieczne Myśli: Cieszę się, że Ci się podoba :D Nie wyobrażam sb pisania "historyjki" bez znaków interpunkcyjnych i ortografii. Treść nie miałaby sensu
  • awatar † Anabell †: nie wiem czy wiesz .. ale masz do tego talent :*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
"Mój pokój! Nareszcie mam swój własny kącik. Nie mogę doczekać się, aż go umebluję i usiąde na parapecie z gorącym kakaem! Niech ktoś mi teraz powie, że marzenia się nie spełniają, wyśmiałabym go!"
30 czerwca 2012

Kiedy moje oczy przezwyczaiły do światła ujżałam najpiękniejszy widok dla moich oczu. Weszłam i się uważnie rozejrzałam układając w wyobraźni moje meble i graty. Na przeciwległej ścianie znajdowało się sporej wielkości, okrągłe okno z bardzo szerokim parapetem i poszarzałymi od starości firanami. Po prawej strony od drzwi był zbudowany potężny kominek z czerwonej cegły. Stałam tak i patrzałam ze łzami w oczach na pomieszczenie. Nagle z dołu dobiegł mnie bardzo donośny głos mamy.
- Aiko, mamy gościa!- zawołała widocznie szczęśliwa. No pięknie, te echo nie jest tu mile widziane, pomyślałam i ruszyłam w kierunku schodów. Kiedy stanęłąm przy schodach drzwi prowadzące do mojego pokoju zatrzasnęły się z hukiem, podskoczyłam i serce zaczęło mi głośniej bić. To pewnie przeciąg, uspokajałam się w duchu.
Kiedy weszłam do kuchni poczułam cudowny zapach męskich perfum, chyba z adidasa. Kim krzątała się w tą i z powrotem, a z drugich drzwi prowadzących do salonu wyszedł chłopak mniej więcej w moim wieku. Był głowę wyższy ode mnie, miał włosy koloru blond zaczesane na bok i głębokie, jasnoniebieskie oczy. Był ubrany w czarne rurki z obniżonym krokiem z paskiem z biało-czarnymi ćwiekami i łańcuchem przyczepionym do spodni. Biała koszulka z nadrukiem "my world" i walkmanem ze słuchawkami stereo przykrywała szara, luźna, rozpinana bluza z kapturem. Czarne adidasy z rzucającymi się w oczy chabrowymi sznurówkami cicho zapisnęły w kontakcie z podłogą. Na szyi miał zawieszone słuchawki, w których leciała muzyka. Rozpoznałam kawałek zespołu ac/dc- back in black.
- Cześć - przywitał się z uśmiechem, pokazując przy tym rząd idealnie prostych zębów. - Jestem Alex - powiedział podając mi dłoń.
- Aiko - powiedziałam łapiąc buraka - jesteś wnukiem pana Muller'a?- zapytałam z ciekawości.
- Tak, mieszkam z nim od śmierci rodziców - powiedział.
- Przykro mi - powiedziałam spuszczając głowę - przepraszam.
- Nie masz za co przepraszać. Miałem wtedy jakieś trzy lata, więc w sumie nie było tak źle. - powiedział. - Chodź, zaniesiemy rzeczy do Twojego pokoju. - płynnie zmienił temat biorąc najcięższe pudła - prowadź.
Wzięłam parę toreb i ruszyłam na górę co jakiś czas się odwracając, czy Alex nie spadł ze schodów. Kiedy doszłam do drzwi zauważyłam, że kłucz leży na podłodze. Podniosłam go i spróbowałam otworzyć drzwi. Były zamknięte na klucz! Jak to możliwe? Przecież Kimmiko była cały czas na dole. Dziwne, pomyślałam i przekręciłam kluczyk.
Po wniesieniu wszystkich pudeł i innych rupieci usiedliśmy na parapecie popijając nektar z kaktusa.
- Masz bardzo ładny dom - stwierdził po dłuższym zastanowieniu.
- Dziękuję - powiedziałam z nad plastikowego kubeczka. - a ty gdzie mieszkasz?
- Widzisz te wzgórze? - zapytał pokazując palcem przez otwarte okno.
- Tak - powiedziałam zapatrzona.
- Za nim jest postawiony dosyć duży dom z czerwonej cegły. Tam mieszkam. - odpowiedział.- tak w ogóle to ile masz lat? - szybko zmienił temat.
- W tym roku skończę szesnaście, dokładnie za miesiąc. - odpowiedziałam z lekkim rumieńcem. - a ty?
- Skończyłem w maju siedemnaście. - odparł z dumą.
Siedzieliśmy chwilę w milczeniu patrząc się jak promienie słońca przebijają się przez liście drzew. Upał dawał nam się we znaki. Tak rozleniwiona jeszcze nigdy nie byłam, ale kiedyś trzeba się wziąć do pracy. Już miałam się zmotywować do wstania, gdy zaczęł dzwonić telefon Alex'a.
- Tak? Jestem u sąsiadów... Pewnie, że zaraz przyjdę... Będę za dwadzieścia minut... Okey, w porządku... Dobrze kupię.... Zaraz będę. Cześć.- rozmawiał. - Zaraz będę musiał lecieć, - powiedział z lekkim uśmiechem - ale muszę załatwić parę spraw. Chcesz iść ze mną? Przy okazji bym Cię trochę oprowadził.
- Jasne. Czekaj tylko się przebiorę, bo cała jestem w kurzu. - powiedziałam i rzuciłam się na torbę z ubraniami.
- Moim zdaniem nawet w tym wyglądasz ślicznie. - powiedział z tym swoim cudownym uśmiechem. Oparł się o ścianę, podparł nogę i założył ręce na klatce piersiowej. Udawał poważnego.
- No dobra, ale chociaż bluzkę. - powiedziałam ze śmiechem. Znalazłam jedną z moich ulubionych. Była to biała bokserka z czarnym nadrukiem Jack'a Daniels'a. - Zaraz wracam. - rzuciłam i weszłam do łazienki, która była zaraz po prawej stronie drzwi do mojego pokoju.
Łazienka była chyba jednym z najbardziej zadbanych zakątków domu. Na podłodze leżały duże czarne kafelki. Na ścianie, gdzie wisiało strasznie szerokie lustro i dwa zlewy były przyklejone na ściane takie same jak na podłodzę, ale od środka ściany do okoła pomieszczenia był namalowany czarny pasek, od którego były malowane takie "esy-floresy" jak ja to nazywam. Reszta ścian była pokryta jasną niebiesko-turkusową farbą. Od wejścia po lewej stronie był prysznic schowany w ścianie ze szklanymi dwuskrzydłowymi drzwiczkami, a kawałek dalej wnęka, w której stała toaleta. Po prawej stronie od lustra w rogu przy oknie stała wanna. Strasznie duża- myślę, że cztery osoby spokojnie by się zmieściło- w kształcie kwadratu. Taka podróbka jacuzzi. Na nią były naklejejone kafelki jasnobeżowe, a okno było przykryte takimi drabinkowatymi zasłonkami. Jak na Hawajach. Myślę, że to jedyne miejsce, którego nie będziemy remontować.
Szybko ściągnęłam bluzkę i założyłam moją ulubienice. Przejrzałam się w lustrze. Byłam wysoką szesnastolatką. Moim zdaniem z zagrubymi udami, ale wszyscy mi mówią, że talia i nogi są jak u modelki. Może mają rację, ale ja tak nie uważam. Włosy mam długie do bioder, koloru chabrowego i poskręcane w spiralki z grzywką na bok. Moje jasnoniebieskie oczy tworzyły z nimi kontrast. Były dosyć duże. Mały nos i usta- nie za duże, nie za małe. Chyba tak źle nie wyglądałam.
Wyszłam z łazienki i wyrzuciłam koszulkę na kartony.
- Gotowa. - powiedziałam z powagą próbując naśladować kolegę. Miałam na sobie białą bluzkę z Jack'a Daniels'a, rurki-marmurki niebieskie i czarne conversy.
- Właśnie widzę. - stwierdził mierząc mnie od góry do doły. Silił się na surowego, starszego brata. Nie pasowało mu to.
- Pożyczyć ci miarę krawiecką czy linijkę? Na oko nie zmierzysz. - zaśmiałam się i wytknęłam język.
- Ja potrafię. - powiedział, nie udało mu się ukryć uśmiechu. Wziął rękę za głowę. - No to w drogę.
Zeszliśmy na dół. Mama już rozpakowała całą kuchnie i pół salonu. Weszła do kuchni i uśmiechnęła się do nas.
- Gdzie to się wybieracie? - spytała opierając się o szafkę.
- Alex musi wracać do domu, ale powiedział, że mnie może przy okazji oprowadzić. - odparłam.
- To poczekajcie. Pójdziesz po zakupy, okey? - spytała retorycznie otwierając lodówkę i szafki. Zapisała co jest potrzebne i wręczyła mi karteczkę biurową. - Lepiej weź plecak, jeśli nie chcesz się zbyt zmęczyć. - poradziła mama i rzuciła ostatnie spojrzenie po czym wróciła do salonu.
- Daj mi minutkę. - powiedziałam i pobiegłam do pokoju. Wzięłam plecak, do niego wpakowałam legitymację, portfel i słuchawki, po czym zbiegłam na dół. - Możemy już iść. - powiedziałam trochę zdyszana.
- Hmm... To była minuta dwadzieścia jeden! Ach, ile czasu straciłem! - powiedział teatralnie, udając załamanego.
- Zawiodłam się sama na sobie, beznadziejnie biegam. - stwierdziłam udając, że płaczę.
- Zabawna jesteś, to dobrze. Przynajmniej nie będzie nudno. - powiedział i otworzył przede mną drzwi.
 

 
„Daleko jeszcze? Nudzę się, a w tym samochodzie klimatyzacja nie działa. Mam nadzieję, że dojedziemy zanim wytopię resztę soku z siebie.”
30 czerwca 2012

Jedziemy samochodem. Tak my, bo ja i moja matka. Znudzona siedzę i patrzę na pola rozciągające się aż po horyzont. Słońce dopiero wschodzi, niebo łapie pomarańczową nutę słońca. Chmury robią się coraz jaśniejsze. Nie ma ani malutkiego podmuchu wiatru, żadne źdźbło się nie poruszyło. Wjechałyśmy w las wąską, asfaltową drogą.
Kimmiko prowadziła samochód, stukając palcami w kierownice w rytm muzyki, co mnie bardzo drażniło.
- Mogłabyś przestać?! – powiedziałam zirytowana.
- Dlaczego? – spytała Kim.
- Bo to jest denerwujące i nie można się na niczym skupić. – stwierdziłam.
- Na czym chcesz się skupić?
- Nie ważne... To TUTAJ?!- zapytałam pospiesznie.
Właśnie przejeżdżałyśmy przez kamienny most nad małym potoczkiem. Było tu pięknie. Drzewa delikatnie szumiały zginając konary jakby nam się kłaniały. Śpiew ptaków miło koił uszy po długiej podróży. Szybko odpięłam pasy i wyskoczyłam z samochodu. W powietrzu było można wyczuć delikatną nutę wanilii.
- Cieszę się, że tu zamieszkamy - wymruczałam bardziej do siebie niż do mojej mamy.
- Pomożesz mi wypakować rzeczy? - wytrąciła mnie z zadumy.
- Pewnie.
Mama została w przedpokoju żeby wypakowywać powoli rzeczy, a ja wróciłam do samochodu po ostatnie bagaże. W tym momencie wjechał na posesje ciemnozielony jeep. Zakrztusiłam się kurzem. Kiedy wysiadł mogłam przyjrzeć się jego kierowcy. Był to człowiek średniego wzrostu, miał koło 55 lat. Był ubrany w szare, znoszone, materiałowe spodnie i czarny pulower.
- Dzień dobry, mała sąsiadko. - przywitał mnie z uśmiechem.- Zastałem mamę?- spytał równie radośnie co poprzednio.
- Tak, jest w domu, zawołam ją. - powiedziałam i już chciałam się odwrócić, kiedy podszedł do mnie pan Muller- jak się później dowiedziałam- i zapytał się czy mi nie pomóc zanieść. Oczywiście dałam mu dwie paczki, z którymi miałam problem i poszliśmy do domu.
- Mamo! Ktoś do ciebie!- zawołałam w drzwiach. Mama wyszła szybko z kuchni.
- To pan Muller, nie mylę się? - zagaiła od razu podając rękę gościowi. - Mam na imię Kimmiko.
- Miło mi panią poznać- powiedział serdecznie ściskając jej dłoń. - jeżeli potrzebowałyby panie pomocy w rozpakowaniu, czy oprowadzeniu po okolicy proszę do mnie zadzwonić. Wyślę wnuczka. - powiedział puszczając oko w moją stronę. Lekko się zarumieniłam.- Tu jest mój numer telefonu. Do usłyszenia!- zawołał na wyjściu.
Mama spojrzała na wizytówkę i powiesiła ją na lodówce. Posegregowała wszystkie pakunki i skrzynki i powiedziała, że mogę iść się zacząć rozpakowywać. Dała mi dosyć ciężki, mosiężny klucz.
- Twój pokój jest na piętrze na samym końcu korytarza.- powiedziała, spojrzałam się na niego. Nie mogłam uwierzyć, że po 16 latach w ciasnym mieszkanku, w którym dzieliłam pokój z mamą, będę miała swój w-ł-a-s-n-y i -d-u-ż-y pokój. Co tam duży, rozmiar nie ma znaczenia, będzie mój i to na wyłączność.
Pobiegłam najpierw bez pakunków. Wspięłam się po obszernych dębowych schodach i znalazłam się na korytarzu. Pełno kurzu i skrzypiące deski w podłodze nie przeszkadzały mi dumnie i z gracją zbliżać się do celu. Na piętrze były 4 pokoje i łazienka. Miałam dostać największy z nich. Drugim największym miała być biblioteka połączona z biurem mamy. Następny miał być jej sypialnią, a najmniejszy pokojem gościnnym. Ściany byłe pokryte boazerią i staroświeckimi świecznikami. Wisiały tam również dwa obrazy- "dama z łasiczką" i "krzyk". Moim zdaniem ten drugi tu nie pasował.
W końcu dotarłam do drzwi. Czułam przyjemny dreszczyk i euforię. Drżącymi z podniecenia rękami wycelowałam klucz w zamek i przekręciłam. Drzwi się otworzyły niewiarygodnie delikatnie, czego bym nie powiedziała po ich budowie i oślepił mnie blask bijący z odsłoniętego okna.
  • awatar Aiko ♥: @† Anabell †: Jak Zarobisz XD :* Zbieraj forsę i szukaj gentelmana, którego do mnie przyprowadzisz z prośbą o wprowadzkę :P
  • awatar † Anabell †: hehe angel chyba raczej nasz dom xd
  • awatar Aiko ♥: @HearMyMusic ♥: Bardzo duży. Tak wyobrażam sobie mój dom w przyszłości ;D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
Płynę. Śnię. Myślę. Do tego jeszcze jestem zdolna. Czuję pustkę, ciemność. Moje ciało się unosi bezsilnie. Włosy układają się w nicości, a ja razem z nimi. Otwieram oczy - widzę, nie mogę oddychać.
Jestem gdzieś, gdzie nie powinno mnie być. Woda, wszędzie woda. Wciąga mnie jak bagno i nic na to nie mogę poradzić. Łagodzi mnie jej dotyk. Patrzę w górę i moje oczy zatrzymują się na niespodziewanym widoku- mój statek tonie razem ze mną, cały w ogniu.
Trafiłam do raju? Wątpię. Co mi po raju, kiedy nie mam już, co ze sobą zrobić? Załoga nie żyje. Statek płonął na moich oczach- na moich oczach -powtórzyłam w myślach. Łza chciała się wydostać spod moich powiek, ale co jej po tym, skoro jestem w oceanie, gdzie pełno właśnie takich kropel? A może był to ocean… moich łez?
Spojrzałam w dół- cała MOJA załoga, wszyscy, na których mi naprawdę zależało - zniknęli w toni. A ja? Co ja mam zrobić? Jestem bezsilna. Pojawiła się nadzieja, światełko w tunelu. Przecież to JA mam kamizelkę, która pod wpływem uderzenia napełnia się powietrzem. Tylko nie miałam na to siły i czasu. Po pewnym czasie film mi się urwał.
Znowu - tak jak na początku - jestem bezradna. Widzę twarze rodziców kręcących głowami, jakby chcieli mi powiedzieć „A nie mówiliśmy?!”. Tak. To jest to… a nie mówiliśmy… Skąd miałam wiedzieć, że tak się stanie, nie jestem jasnowidzem żeby o tym wiedzieć. Może tak miało być? To kara za moje błędy, a już na pewno za te ortograficzne. Jestem żałosna, a to tylko dla tego, że moje marzenia miały się spełnić. Za dużo żądam?! Jeden wielki koszmar, a najlepsze jest to, że moi wszyscy znajomi nie żyją, przeze mnie!
Mam zamiar otworzyć oczy, ale jak się za to zabrać? Ciśnienie wywierane przez wodę daje o sobie dawać znaki a mimo to ja nic nie robię. „Dam radę!” pomyślałam i w chwili, kiedy je otworzyłam usłyszałam przeraźliwy krzyk. Przestraszyłam się. Nie dochodził z moich ust, tylko z ust… Alexa!.
Gwałtownie się obudziłam i spostrzegłam, że nie jestem w domu… Stał nade mną jakiś rosły mężczyzna, sądzę, że był kawalerem, bo nie zauważyłam obrączki. Był on brunetem o zielonych oczach, promiennej twarzy i strzykawce w ręce - zaraz, zaraz - STRZYKAWCE!?
Spanikowałam i zwróciłam szybko wzrok na podłogę, była tam ogromna plama, podejrzewam, że mojej, krwi. Wzdrygnęłam się - BYŁAM W SZPITALU! Skąd się tam znalazłam? Co się stało? Gdzie jest... gdzie jest Alex?
- Dobrze się czujesz, panienko? - wyrwał mnie z zamyślenia doktor.
Odskoczyłam przestraszona, moje serce uderzało tak mocno, jakby chciało się wyrwać z piersi.
- Kim pan jest? – spytałam.
- Jestem Janusz Jabłoński, lekarz tutejszego szpitala.
Szpital? Jaki szpital? Gdzie ja jestem i co się stało? Chwila… hmmm. O nie!
- Gdzie jest Alex?! – wyrwałam się z tym pytaniem jakby mogło mi pomóc opanować się samą.
- Alex? Jaki Alex? - spytał zdumiony swoim niskim głosem.
- No Alex! Mój przyjaciel! Gdzie on jest?! - pytałam.
- On, on ma się dobrze i leży… ten… tego… TAM. Powiedział lekarz patrząc ponuro na salę operacyjną obok.
Jednym ruchem zerwałam się z łóżka szpitalnego stanęłam jak wryta, gdy spostrzegłam panikę na oczach chirurga próbującego zapanować nad rytmicznym biciem serca mojego przyjaciela. Usłyszałam dźwięk, jakiego nie chciałam teraz usłyszeć. To był długi, wysoki i przeciągły odgłos maszyny, do której był przypięty młodzieniec. Czułam jak mi ręce zaczynają drżeć, łzy napływać do oczu a nogi zaczęły biec, biec jak najszybciej do NIEGO. Moje usta samowolnie się otworzyły i wydobyły słowo przesycone strachem i rozczarowaniem – NIE!!!
Jednak Janusz szybko zareagował i odciągnął mnie od myśli wtargnięcia na salę, przytrzymując mnie siedzącą na łóżku. Nie mogłam złapać powietrza. Zbiegły się pielęgniarki z oddziału i lekarze, pacjęci stali w oknach patrząc kamienna twarzą na wydarzenia toczące się z moim udziałem. Medycy nie mogli dać sobie ze mną rady. Tylko siedziałam jak dziecko, które nie może nic zrobić. Krzyczałam i płakałam za każdym razem, kiedy oni myśleli, że im się udało mnie uspokoić, stawało się w tedy cicho, tak cicho, że było słychać maszynę, której dźwięku nie mogłam znieść.
Dostałam leki uspokajające i powieki zaczęły mi opadać, stałam się jak pod wpływem narkotyku, tylko usiłując zrozumieć słowa krzyczane z zewnątrz znanym, mi męskim głosem „Aiko! Aiko!” i rytmiczne uderzanie serca na sali…
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›